Czarna garsonka…

Przenieśmy się na moment w lata 30 XX wieku… Wyobraźmy sobie tamte stroje…  Te fryzury, te kobiety… Ta radość, że Polska wróciła na mapy… Ten strach o niepewne jutro… To poczucie lęku, strachu, które towarzyszyło wszystkim… Ta bieda. Dla dzisiejszych dzieci rzecz niewyobrażalna. Jedynym słodyczem był cukier dostępny dwa razy w roku. A na wioskach żyło się jeszcze inaczej… Czy gorzej? Ciężko stwierdzić. Ludzie byli inni. Nie było  telewizji, a za słuchanie „niewłaściwej” stacji radiowej szło nieźle oberwać. Auto przejechało przez drogę raz na rok… a co to była za droga… Dzieci wychowywały się bez zabawek lub mieli „lalkę” uszytą ze skarpety i traktowali to jak największy skarb. Nawet edukacja wyglądała inaczej. Po 10 latach podstawówki ten kto mógł szedł na uniwersytet. Nie było sal gimnastycznych, szatni, ani nawet łazienek. Łazienki były na zewnątrz szkoły. Same klasy były bardzo skromne. W każdej z nich zbudowane były katedry, na których ustawiano biurka nauczycieli. W blatach ławek znajdowały się otwory na kałamarze. Każdy uczeń zobowiązany był do noszenia fartuchów, do których przyszyte były tarcze szkolne, oraz do noszenia obuwia zmiennego. Dziewczyny nie mogły nosić rozpuszczonych włosów. Bezwzględnie nie można było mieć zrobionego żadnego makijażu, choć nie szło tu poszaleć jeżeli chodzi o makijaż z racji dostępnych (a raczej niedostępnych) malowideł. Chłopcy natomiast musieli mieć krótko przystrzyżone włosy. Nauczyciele wymagali od ucznia większej dyscypliny niż w dniu obecnym. Stosowane były kary cielesne jak i moralne np. wystąpienie przed całą szkołą na apelu, który odbywał się co tydzień. Uczniowe byli zdyscyplinowanie, szanowali nauczycieli a nawet bali się ich. Każdy apel rozpoczynał się odśpiewaniem hymnu szkolnego. Później przedstawiciele klas meldowali swoją klasę przed dyrektorem szkoły. Następnie dyrektor informował wszystkich o różnych wydarzeniach szkolnych, które były lub będą się odbywać.  Tak samo było na rozpoczęciu roku szkolnego. Po uroczystym apelu uczniowie z nauczycielami wybierali się do swoich klas. W dni rozpoczęcia się roku szkolnego 1937/1938 połączono ze sobą kolejne dwie klasy. Różne roczniki w tej samej klasie.  Do takiej „mieszanej” klasy przyszedł spóźnialski chłopak. Postawny piętnastoletni młodzieniec. Brunet o głębokim niebieskim spojrzeniu i bujnych włosach, których kosmyk figlarnie spadał na czoło. Kiedy wszedł do sali z kałamarzem pod ręką cały zadyszany zwrócił na siebie uwagę wszystkich. Sam spojrzał do pierwszej ławki na dziewczynę, której nigdy wcześniej nie widział, a w tej wiosce przecież wszyscy się znają. „Przepraszam za spóźnienie” – to hasło  na nic się dało- chłopak dostał linijką po rękach i kare by siedzieć w ostatniej „oślej ławce”. Cały semestr w niej przesiedział. Z początkiem drugiego semestru dosiadła się do niego piękna, nieznajoma dziewczyna z pierwszej ławki. i tak już zostali… Siedzieli razem w szkole, a po szkole wszystko robili razem… Zaprzyjaźnili się, a z czasem zakochali. Uciekali nocami do siebie… Skończyli szkołę i z czasem narodziła się miedzy nimi pierwsza wielka miłość. Pierwsze pocałunki, pierwsze potajemne schadzki… Pierwsze wspólne wyprawy. Biesiady, potańcówki do białego rana. Kiedy on miał 17, a ona 16 lat obiecali sobie że będą razem na zawsze i nikt i nic nigdy ich nie rozdzieli. Że się pobiorą. Ona miała jedno marzenie „czarną garsonkę z drogiego materiału” chciała też pracować w biurze -wyemancypowana kobieta. On też miał tylko jedno marzenie- chciał by ona była szczęśliwa.  Pech, a może los… przeznaczenie sprawił, że wybuchła wojna… On zaciągnął się do wojska, potem już jako żołnierz walczył na froncie „za naszą i waszą wolność”. Z obawy przed tym, że już nigdy się nie spotkają, że wojna nigdy się nie skończy on chciał wziąć ślub listownie.. Ona się nie zgodziła. Chciała stanąć z nim przed Bogiem – tylko taki ślub miał dla niej sens. Jakimś cudem woja minęła. Ona zdobyła upragnioną posadę w biurze, a on.. wrócił szczęśliwie z wojny. Ze względu na różne rodzinne choroby, pogrzeby,ogromną biedę i opór rodziców dwóch zwaśnionych rodzin młodzi  zwlekali jeszcze ze ślubem. W święta Bożego Narodzenia On dał jej bardzo drogi czarny materiał – taki o jakim marzyła, a z e miała ogromne zdolności krawieckie uszyła sobie piękną czarną garsonkę. W styczniu 1946 r.  wzieli ślub. On – przystojniak, starodawny amant, żołnierz, wojskowy, uczony, niezbyt bogaty… Ona, co prawda pochodziła, z dobrej, znanej na wiosce bogatej, typowo polskiej rodziny, która wykleła się jej, gdy ta tylko zaczęła spotykać się z młodym Ślązakiem, bez pieniędzy, synem pijaka. Wszyscy na wiosce głośno mówili o tym małżeństwie, o tym, że nie chciała listownie bo wolała przed Bogiem, a mimo to wybrała miesiąc bez literki „r” w nazwie i w dodatku uszyła sobie na ślub czarną sukienkę. „TO ZŁA WRÓŻBA – czerń na weselu”- tak mówili. Ona była inna. Od zawsze. Pracowała w biurze o czym zawsze marzyła, a czarna garsonka miała podkreślać jej status, jej posadę… Poza tym była bieda. Białej garsonki by nie wykorzystała, a czarną.. zawsze. Poza tym był to prezent od ukochanego. Bardzo sobie to ceniła. Minęły 4 miesiące od ślubu. Młode małżeństwo udało się na potańcówkę. Kiedy wrócili okazało się, że ktoś włamał się do ich mieszkania. Złodziej założył mundur właściciela,a ten chciał go wypędzić – wziął złodzieja za łachy i dosłownie wyrzucił ze swojego mieszkania. Nie wiedział, że złodziej oprócz paru banknotów, złota i munduru wziął jeszcze broń. Strzelił do właściciela przed drzwiami mieszkania po czym uciekł. Ona… Ona była zrozpaczona… Złodziej zabił jej ukochanego nie tylko ze szkolnych lat … zbił jej męża 4 miesiące po weselu… Zginął ktoś jeszcze – kobieta poroniła. Miała okazję ponownie włożyć czarną garsonkę – na jego pogrzeb.

Mijały lata. Kobieta kilkakrotnie zmieniła miejsce zamieszkania. ostatecznie zrezygnowała z pracy, wyjechała za granice. Wyszła ponownie za mąż za mężczyznę młodszego od siebie zupełnie innego niż jej ukochany. Miała z nim dwójkę dzieci. Jednak każdego roku w dni Jego urodzin,  w ich rocznice ślubu oraz w rocznicę jego śmierci stawiała na oknie znicz. Nie świeczkę tylko znicz i modliła się do niego tak długo, aż znicz się nie wypalił. Minęło 70 lat. Nie pięć, nie dziesięć, ale minęło 70 lat od jego śmierci. a ona dalej o nim myślała… o nim i o tym bzdurnym marzeniu o czarnej garsonce. Po pogrzebie już jej nigdy nie założyła. Kazali jej ją spalić. Przeżyli razem najpiękniejsze lata. Całą młodość. Pierwsze pocałunki, pierwsze grzeszki, swój pierwszy raz… Pierwsze prace, pierwsze kłótnie, pierwsze namiętności, pierwsze żale… Przeżyli przeciwności losu, sprzeciw rodziny… przeżyli wojnę. przeżyli razem 10 lat. On 7 razy więcej czasu spędził pod ziemią, ona miała już innego męża, który też już umarł. I teraz zamiast opłakiwać ojca swoich dzieci siedziała w pokoju i wspominała dzień, kiedy wszedł do sali i od razu poczuła, że będą ze sobą na zawsze. Los ja obdarował dobrym drugim mężem. Był jej najlepszym przyjacielem.  Tolerował jej zwyczaj zapalania znicza w dniu rocznicy jego śmierci…. Tolerował znajomość swojej żony z rodziną jej zmarłego byłego męża. Był bogaty. Zyła w dostatku, a jej dzieciom nigdy niczego nie brakowało… a mimo to JEJ czegoś brakowało. Miłości.

Dzieci żyją już swoim życiem. Mają własne rodziny, swoje dzieci. a ona.. ma 95 lat i czuje, że jej czas dobiega końca. Poszła do szafy, wyciągnęła z niej stary, skórzany kufer, a z tego kufra starą reklamówkę obklejoną taśmą. Rozerwała w pośpiechu reklamówkę i zaczęła płakać. Co było w torbie? Czarny materiał… Czarna garsonka. Minęło tyle lat…. Miała ją spalić, ale dostała ją od ukochanego. To w niej wyszła za mąż. To w niej przeżyła najgorsze i najlepsze dni swojego życia. Obwiniała się, że to jej wina. Wyprzedzała epokę… Wzięła ślub w czarnej garsonce i sprowokowała to nieszczęście… Przez te wszystkie lata się obwiniała. Poprawiła obrączki na palcu – tak całe życie nosiła 2 obrączki. Podeszła do biurka i zapisała coś na karteczce. Po czym położyła się trzymając mocno garsonkę w rękach i zaczęła się modlić przy zapalonych zniczach.

Teraz już wiem co było na karteczce – by wraz  z nią pochować też ową „przeklętą czarną garsonkę” w grobie obok jej pierwszego ukochanego, by chociaż po śmierci mogli być razem…

Jej ostatnia wola została spełniona. Garsonkę włożono jej do trumny….

Smutne, pełne przesądu… ale niestety prawdziwe. Tym młodzieńcem zastrzelonym przed drzwiami swojego mieszkania tuż po wojnie był brat mojej babci. A ta historia o wielkiej pierwszej miłości sprawia, że łzy cisną mi się do oczu. Owszem jestem romantyczką, jestem marzycielką. Mam bujną wyobraźnię. Uwielbiam czytając książkę wchodzić w postać kogoś innego. Uwielbiam wymyślać historie o wielkiej miłości, jednak w rzeczywistości bardzo sceptycznie do niej podchodzę. Nie raz wyśmiewałam jak ktoś mówił, że „to miłość aż po grób”. Jednak takie historie, które wydarzyły się na prawdę… Które opowiada ktoś kto to przeżył… To zupełnie co innego. To przywraca wiarę w ludzi. I w ową miłość… Może faktycznie istnieje? a może w tamtych czasach ludzie byli inni i bardziej kochali? a może to wyjątek potwierdzający regułę? Pierwszej miłości podobno się nie zapomina… To był najlepszy tego przykład. Kiedy staruszka ze łzami w oczach opowiada o miłości, która stała się nieśmiertelna. Ich już nie ma. Ani go, ani jej… a ta historia została i będę ją jeszcze siostrzeńcom opowiadać.

Czarna garsonka…. też coś.

background

 

2 comments on “Czarna garsonka…
  1. Amerykanie na podstawie takiej historii napisali by książkę, potem powstał by senariusz, a potem piękny film. Może warto pomyśleć.

    • o wielu swoich historiach tak myślałam… ale przy dobrych wiatrach skończyłoby się na książkach… Amerykanie by to kupili – zapewne. W polskich realiach mogłoby się to nie przyjąć. Warto jednak o takich rzeczach mówić. Warto mówić o historii, warto mówić o uczuciach, o szacunku i warto mówić o miłości. Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Pozdrawiam serdecznie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>