#toszekgirl

Wyobraźcie sobie niewielkie wzniesienie … małą górkę na której stoi piękny zamek. Pełen tajemnic, nieodkrytych przejść. Pełen legend. Dookoła ruiny rezydencji… Mniejsze i większe.. Wspaniałe budowle, stare kamienice… Piękne barokowe kościoły, których mury pewnie nie jedno widziały i  z pewnością też  kryją wiele zagadek. Wyobraźcie sobie pełno małych jednostronnych krętych uliczek.  To wszystko otoczone lasami, polami i łąkami. Malownicze widoki oblane nieznaną historią. Każdy budynek ma swoją historię. Nieważne czy ma lat tysiąc czy sto… TO i to historia i to bardzo ciekawa. Wyobraźcie sobie mała dziewczynkę.  Sześciolatkę, która całe swoje dzieciństwo spędziła biegając po murach zamkowych. Nie raz rozwaliła sobie kolano przechodząc przez zamknięte mury.. nie raz spadła ze sceny udając księżniczkę tańczącą na balu… Nie raz przechodziła w snach przez podziemne  labirynty szukając  złotej kaczki z nadzieją, że uwolni białą damę od rzuconej klątwy.

Nie ciężko się domyśleć. Ta dziewczynka – to ja. Wychowana jak księżniczka. Miałam najlepsze dzieciństwo na świecie.  W najlepszym miejscu na ziemi. I urodziłam się w cudownych czasach.

Zapraszam do długiej lektury- nie potrafię się nie rozpisywać.

 

29 stycznia 2017 r.

 Dziś niedziela. Dla mnie czas rozmyślań i refleksji. Czas na spacer w promieniach słonecznych.

Powoli małymi kroczkami idzie do nas  wiosna. Kocham zimę i śnieg.  Wiosna wiąże się m.in. z tym, ze będę musiała mieć już  gotową pracę licencjacką. I będę coraz bliżej obrony… Wiosna wiąże się z corocznymi wiosennymi porządkami na ogrodzie…  Z wymianą opon w samochodzie… Ale mimo wszystko nie mogę się jej już doczekać. I wydaje mi się, że daleko jeszcze do wiosny..

 Każda pora roku ma swój klimat. Wiosna jest jednak wyjątkowa. Wszystko budzi się do życia. Słońce grzeje mocniej, ptaki pięknie śpiewają- ba… przecież na wiosnę cały świat pięknieje. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Szybko o tym zapominamy. Przyzwyczajamy się do coraz dłuższych dni i coraz dłuższych spacerów. Jest dobrze i budzimy się potem w zimę, kiedy dni są krótkie, szare i ponure. Ciemne. Czarno-białe. Wspominamy jak pięknie było na wiosnę ale dopiero w zimę nam jej brakuje. Dopiero wtedy ja doceniamy.

I tak jest ze wszystkim. Ludzka psychika jest tak skonstruowana, że zawsze chcemy tego czego aktualnie nie mamy. Zawsze jesteśmy niezadowoleni z obecnego stanu rzeczy.  Dlaczego tak właśnie jest?

 

Często chodzę na cmentarz (średnio raz  w tygodniu), żeby odwiedzić dziadka. Czasem jestem jedną osobą na cmentarzu, czasem mijam paru ludzi… czasem jest ich dużo więcej. W takie dni jak dziś kiedy słońce jasno świeci nawet cmentarze tętnią życiem. Za każdym razem kiedy wchodzę na teren cmentarza (bez względu czy jest to w piękny słoneczny dzień, czy w jesienny ponury wieczór) to czuje spokój. Cmentarze często są w horrorach czy thrillerach miejscem rozgrywania się makabrycznych scen.

Może to dziwne, że piszę o cmentarzu, ale nasz toszecki zasługuje na szczególną uwagę. Miejsce jest ciche, spokojne… Można rzec, że idealne na spoczynek. Wśród drzew, ptaków, czasem można spotkać wiewiórki na nagrobkach przy płocie. 

Późnobarokowy kościół (czy kaplica) cmentarny z XVIII w.  sam w sobie jest cudowny.  

Moje miasto. Tak.. MOJE miasto.  Moi ludzie, moje budowle… moje tajemnice. Jestem ślązaczką. Jestem stąd i wcale się tego nie wstydzę.

Kiedyś. Kiedy miałam 7 lat postanowiłam, że wyjadę do Warszawy i będę tam robić spektakularną karierę. Sądziłam, że tylko tam jest życie..  że tylko tam można być szczęśliwym. Tylko tam można coś osiągnąć. Jeszcze niedawno tak myślałam.

Kiedy w podstawówce polonistka chciała posłać mnie na konkurs  gwary śląskiej poczułam się urażona, bo przecież „jo nie umia godać”.

 

Wracając do kościoła to powiem szczerze. Byłam wielu kościołach. Tak jasnego, pięknego, bogatego barokowego kościoła nigdzie indziej nie widziałam.

 

Taka ciekawostka samo miasto zostało wpisane do rejestru zabytków województwa śląskiego w 1953 r.

Z tego, co czytałam wynika, że historia mojego miasta sięga już epoko kamiennej. Jak mówiłam wyżej miasto jest stare. Otrzymało prawa miejskie (według plotek) w 1235 roku.  Początki polularnego toszeckiego zamku datuje się na IX/X w. W Polsce jest pełno różnych rodzajów zamków i dworków. Pięknych i piękniejszych i nie chce im ujmować. Niestety (moim zdaniem) wiele trzeba zrobić by przywrócić temu miejscu dawną świetność, ale jesteśmy coraz bliżej. Gdzie w Polsce macie taki stary zamek? Takie stare miasto? Gdzie jeszcze ilość zabytków wpisanych do rejestru przewyższa lub równa jest liczbie współczesnych budowli? Mówiłam. To wyjątkowe miejsce. Idealne na wypoczynek. Idealne na weekend. Na spacer. Na sielanke o której w wielkich miastach się zapomina. Jestem młoda. Nie wiem, gdzie mnie wywieje. Czy i gdzie się ulokuję na stałe. Być może rzeczywiście gdzieś wyjadę. Nie wiem. Wiem jedno. Cokolwiek by się nie działo zawsze będę tu wracać. Każdy z sentymentem wraca do rodzinnej miejscowości.  Jednak w tym przypadku to coś więcej. Spacerując dziś zauważyłam, że to miasteczko spokojne. Czasem wykurzające jest to, że nie można być anonimowym i wszyscy o sobie mówią wzajemnie. Nawet jak człowieka nie znają i nigdy z nim nie rozmawiali to maja coś do powiedzenia na jego temat. Ale tak chyba jest wszędzie. Nie stanowią oni jednak większości. Większość to przyjaźni, życzliwi ludzie. Potrafią współgrać. Robić coś dobrego. Coś z niczego. Potrafią dbać o przeszłość i historię rozwijając się jednocześnie. Współczesność i historia. Teoretycznie powinno się to wykluczać. Praktycznie? Idealnie współgra.

Zapraszam by samemu ocenić.

Ja osobiście kocham to miasto.

Chodziłam do tej samej szkoły do której chodziła moja prababcia. Ona chodziła do nowej świeżo wybudowanej.. Ja byłam konferansjerem na jej stuleciu…   Dworzec PKP od lat zamknięty nie raz służył w mojej wyobraźni i opowiadaniach z przyjaciółkami jako miejsce wielu morderstw lat 30-tych. Czy tak było? Nie wiem. Wiele razy sobie wyobrażałyśmy jak wiele krwawych scen musiało się tam wydarzyć, skoro jest zabakaradowany z każdej strony… Tyle pól i mostów na których jako 5-cio, 10-cio i 20-latka robiłam sobie zdjęcia.. Po których chodziłam z wielkim uśmiechem.

Szpital psychiatryczny, w którym niegdyś mieściła się siedziba obozu NKWD. Stare, trochę już zapomniane pomniki na cześć „ofiarom wojen” i ofiarą w/w obozu.

Stare leśniczówki. Nieznane muru- ruiny w środku lasu. Stawy, rzeczki…

Młyny. Stary browar… czy też rozlewnia piwa i innych napojów. Mennica. Tak podobno była tu też mennica. Pamiątką po dziadku są stare lokalne monety. Tak bardzo żył przeszłością. Może odziedziczyłam to po nim. I dlatego potrafię zachwycać się nawet nagrobkami z 1870 r.

To chyba zaledwie jedna setna z tego co warto wiedzieć o tym wyjątkowym miejscu.

Cieszę się, że urodziłam się właśnie tu. Cieszę się jeszcze bardziej, ze urodziłam się u schyłku lat 90-tych. Po tej wielkiej zmianie. Mówią o tym pokoleniu, że jesteśmy dziećmi demokracji. Może jak się zbierzemy-wszystkie „dzieci demokracji” to pokażemy jak ona powinna wyglądać.. – ale to już inny temat.

Pamiętam „hugo” co niedziele przed pójściem do kościoła i dziwne piosenki disco-polo. Pamietam diskmeny. Pamiętam jaskrawe dresy i wysokie koturny. Dziwne błyszczyki i młodą Britney Spears i inne młode  i niewinne jeszcze gwiazdeczki muzyki pop. Ogólnie narodziny muzyki pop… narodziny nowoczesności. Pierwsze wielkie komputery i ciężkie telewizory z ogromnym kineskopem.  Aparaty z kliszem. Ogromne komórki bez kolorowego wyświetlacza. Młodsze ode mnie pokolenia będą to wszystko kojarzyć jedynie z opowiadań i traktować jako prehistorię. To jak w przeciągu 20 lat zmienił się świat w skali poprzednich tysiącleci jest niewyobrażalne.

Pamiętam następstwa w/w zmian reformatorskich. Jestem wielką wpadką swoich rodziców. Najmłodsza zawsze w każdym towarzystwie. Ale dzięki temu mam dziadków, którzy przeżyli wojnę. Pradziadków, którzy walczyli w powstaniu. Prapraprapra dziadka ze strony taty (uwaga tym odkryciem z drzewa genologicznego i rozmową z tatą muszę się pochwalić), który był lordem i zmienił nazwisko i zrzekł się przydomku „von” ze względu na wielką miłość do wieśniaczki. Z pokolenia na pokolenie moja rodzina mieszka w tej gminie (nie koniecznie w mieście ale krążyli dookoła niego). Żadna reforma, ani żaden zabór … żaden władca ani nawet poszukiwanie pieniędzy czy miłości nikogo z członków mojej rodziny nie wygnali stąd. Babcia udawało niemowę przed polskimi żołnierzami, bo potrafiła mówić tylko po niemiecku. Moi przodkowie mówili po czesku, polsku, rosyjsku, niemiecku.. a nie ruszyli się dalej niż 10 km.  A jednak czuje się Polką i czuje że jestem stąd.  TO miejsce tyle przeszło… tyle lat wytrzymało…  Dla mnie to miasto to nie tyko piękne malownicze miejsce. Ja jestem z nim związana przez historię, przez pamięć o mojej rodzinie i przodkach. Jestem z nim związana tradycją i miłością. 

na dziś chyba wystarczy. Miłej niedzieli :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>